czyli nadrabiam zaległości
Ten sweter wydziergałam jeszcze na początku zeszłorocznego sezonu zimowego, a więc dość długo czekał na prezentację na blogu:(
Swoją nazwę zawdzięcza głównej włóczce "Olive Wreath" z serii Scheepjes Our Tribe. W okrągłym karczku, a także na dole swetra i przy mankietach użyłam innego koloru, ale niestety już nie pamiętam jego nazwy.
Niniejszy sweter jest pierwowzorem dla pokazanej w poprzednim poście Orzechowej Łupinki. Jednakże korpus Oliwkowego Wianka nie jest tak rozkloszowany, jak jego następca, bo nie zdecydowałam się tutaj na poszerzanie poniżej rozdzielenia robótki na rękawy i body.
Na swetrze widać wyraźne ślady intensywnego użytkowania, ale nie ma się co dziwić, bo skoro był pierwszy, to i noszony był dłużej. Najbardziej zmechacony jest z przodu, na biuście i brzuchu, bo w tych miejscach najbardziej ocierał się o inne części garderoby, np. podszewkę kurtki, ale tył pozostał w miarę gładki. Wprawdzie próbowałam go golić, ale efekt był krótkotrwały i w końcu zarzuciłam ten zabieg. Nie musi być perfekcyjny, ważne, że jest mój;-)
Lubię swetry dziergane z włóczek skarpetkowych, bo są cienkie, a jednak bardzo ciepłe. Owszem, dzierganie trwa dłużej i praca nad gładkim dżersejem korpusu wydaje nie mieć końca, ale przecież ja uwielbiam dziergać:-)







Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Cieszę się, że do mnie trafiłaś/łeś, będzie mi miło, jeśli zostawisz po sobie ślad w postaci komentarza.