poniedziałek, 22 czerwca 2026
Amethyst Weave
wtorek, 12 maja 2026
Oliwkowy Wianek
czyli nadrabiam zaległości
sobota, 1 lutego 2025
Miodowy
czyli jak bezimienny został nazwany
Ten sweter jest zrobiony w jednej połowie z odzyskanej włóczki i w drugiej z całkiem nowej.
W maju 2023r. pokazałam ten kardigan, który miał i jednocześnie nie miał nazwy, figurował jako No name Cardigan. Dlaczego? A to już proszę doczytać;-)
Dziergając go przetestowałam nową dla mnie konstrukcję swetra oraz nowe motywy wzoru. Ale w efekcie końcowym coś mi w nim nie pasowało. Może to, że widać było różnicę w kolorze włóczki, może to, że mimo swojej objętości niezbyt dobrze na mnie leżał? Może jedno i drugie. Skutek był taki, że założyłam go może dwa lub trzy razy i potem nie nosiłam wcale.
Szkoda mi było dobrej włóczki, więc postanowiłam ją odzyskać. Do koloru "Słońce Toskanii" dołożyłam "Wytrawny" z kolekcji Happy Feet Gazzal i wydziergałam sweter, w którym nareszcie chodzę.
Nazwałam go "Miodowy" - bo tak mi się kojarzy zmieszany kolor włóczek. Poza tym zmiana nitek w każdym rzędzie dała efekt cieniutkich pszczelich paseczków.
I tak bezimienny No Name Cardigan w swoim drugim wcieleniu dostał imię;-)
Konstrukcja tego swetra jest prosta jak budowa cepa. Robiony bezszwowo, od góry, na okrągło.
Ciekawy może być sposób dodawania oczek w karczku, a także poniżej linii biustu, na korpusie. Oczywiście w karczku dodawałam oczka częściej, tzn. co 4-5-6-7-8 rzędów (liczba oczek dodanych była zawsze taka sama, chyba 30). Po rozdzieleniu oczek na przód, tył i rękawy kontynuowałam dodawanie tych 30 oczek, ale zdecydowanie rzadziej, co 20-30 rzędów. Dało to efekt lekkiego rozkloszowania.
Interesującą metodę dodawania oczek zobaczyłam kiedyś na Instagramie i zastosowałam ją w tym projekcie. Miałam nadzieję, że miejsca podwojenia oczek będą mniej widoczne. Pewnie gdybym nie zmieniała w każdym rzędzie koloru nitki, to tak by było. Na szczęście oczka dodawałam symetrycznie, więc nie jest tak źle.
Rękawy są w miarę dopasowane, długość 7/8. W dekolcie, mankietach i dole swetra zrezygnowałam ze ściągacza i zdecydowałam się na wykończenie i-cordem z czterech oczek.
Sweter nosi się fajnie, bo włóczka jest przyjemna dla skóry. Zauważyłam jednak jedną jej właściwość, która może być też wadą. Otóż w trakcie użytkowania trochę się rozciąga. O ile w calej konstrukcji swetra mi to nie przeszkadza, to jednak rozciągnięty obwód pod szyją bardzo mnie drażnił. Sprułam więc i-cord i zrobiłam go od nowa, przerabiając co drugie i trzecie oczko razem. Jest dobrze, zobaczę na jak długo.
poniedziałek, 15 sierpnia 2022
Copper Beech
czyli rudo-rdzawo-miedziany Sweter Bukowy
Jestem mało sukienkowa i zupełnie niespódnicowa. Nie lubię ich nosić i już. Miałam jednak kiedyś spódnicę, którą bardzo lubiłam. Oszczędzę sobie liczenia ile lat temu to było, nie będę się dołować;-) Pamiętam jednak, że miałam wtedy 18-19 lat. Na pewno jej nie kupiłam, chyba od kogoś dostałam, pewnie od koleżanki, która miała rodzinę na Zachodzie i miała szczęście dostawać paczki. Nie był to hit mody, bo wśród nastolatek królowały wówczas wąskie, przylegające do ciała, dżinsowe spódniczki mini, a owa rzeczona spódnica była totalnym przeciwieństwem tego trendu i może właśnie dlatego prawowita właścicielka nie zatrzymała jej dla siebie, lecz mi ją odstąpiła.
Spódnica była długości midi, do połowy łydki, uszyta z cienkiego bawełnianego płótna, z klinów, które były tak rozkloszowane, że miała formę prawie pełnego koła. Góra spódnicy była bardzo wąska - oj, miało się kiedyś talię osy;-) - i miała krój dżinsowych spodni, z charakterystycznymi wpuszczanymi kieszeniami z przodu i nakładanymi z tyłu. Wszystkie szwy miały podwójne przeszycia, takie, jakie mają dżinsowe spodnie. A co najważniejsze - miała totalnie oryginalny kolor: była przepięknie rudo-rdzawo-miedziana.
Mąż poznał mnie w czasie, kiedy ją często nosiłam i chyba dobrze zapadła mu w pamięć, bo kiedy kupiłam włóczkę na późnoletni lub wczesnojesienny bawełniany sweterek, powiedział, że kojarzy mu się właśnie z tą spódnicą sprzed lat.
Wprawdzie etykieta Safran Dropsa informuje, że włóczka jest koloru dyni, ale mnie przychodzą na myśl liście buku, które jesienią prezentują całą bogatą paletę kolorów: od żółcieni, przez pomarańcze i rudości, do głębokich czerwieni i brązów. Może podświadomie odczuwam już przesyt lata i tęsknię do złotej jesieni? Coś w tym może być, bo po letnim sweterku Golden Fields, przychodzi kolej na jesienny Copper Beech.
wtorek, 27 lipca 2021
Pink heat
czyli kolejna odsłona melanżowej bawełny



















































