Pokazywanie postów oznaczonych etykietą i-cord. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą i-cord. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 22 czerwca 2026

Amethyst Weave

czyli "Ametystowy Splot" otwiera serię safranowo-dropsowych sweterków

    Jeszcze w zeszłym roku zakupiłam w promocji kilka kolorów bawełnianej włóczki Safran Drops. Jako pierwszą narzuciłam na druty nitkę w kolorze ametystu i zupełnie jak nie ja, zaczęłam dziergać, wprawdzie w okrążeniach jak zawsze, ale nie od góry, lecz od dołu.
Najpierw rękawy do podkroju pach, potem korpus. Zdecydowanie wolę dziergać od góry. Narzucam stosunkowo niewielką ilość oczek i stopniowo robótka się powiększa. Tym razem pracując w odwróconym kierunku na korpus musiałam nabrać jakąś niebotyczną ilość oczek, nie pamiętam ile, ale na pewno powyżej 300, a po dołączeniu rękawów zrobiła się z tego jakaś kosmiczna ilość.

Sweter wydziergałam chyba na początku jesieni, więc wiele szczegółów pracy nad nim nie pamiętam, ale przypuszczm, że zdecydowałam się na pracę od dołu do góry ze względu na ażurowy motyw. Chciałam mieć od razu na drutach ilość oczek podzielną przez raport wzoru. Zaś a propos motywu, to wykorzystałam go już raz w swetrze Copper Beech. Wtedy dziergałam od góry i poszerzając korpus do linii A musiałam pilnować, żeby otrzymać na obwodzie ilość oczek, która była odpowiednia, by móc zastosować powtórzenia raportu.

Przy Ametystowym Splocie poniosła mnie trochę fantazja, bo wzór pojawia się nie tylko u dołu swetra i na mankietach rękawów, ale także na bokach korpusu oraz grzbiecie rękawów i kończy się na ramionach. Oprócz ażurowego motywu pojawiają się też żebrowania z przekręconych prawych oczek.
Sweter wykończyłam I-cordem wokół dekoltu, mankietów i na dole swetra.
 
Po blokowaniu stwierdziłam, że wolałabym, żeby sweter był dłuższy, dlatego dołożyłam coś na kształt dżersejowej falbanki u dołu korpusu i na mankietach.
Założyłam go kilka razy i doszłam jednak do wniosku, że te falbanki nie podobają mi się i je usunęłam. 
Z "falbankami" wyglądało to tak:
Myślę, że nie warto było przekombinowywać, przecież i tak się w tym swetrze dużo dzieje. 
Oj, to moje niezdecydowanie - dołożyłam sobie co najmniej jeden dzień pracy, na szczęście lubię dziergać😜

wtorek, 12 maja 2026

Oliwkowy Wianek

czyli nadrabiam zaległości

Ten sweter wydziergałam jeszcze na początku zeszłorocznego sezonu zimowego, a więc dość długo czekał na prezentację na blogu:( 
Swoją nazwę zawdzięcza głównej włóczce "Olive Wreath" z serii Scheepjes Our Tribe. W okrągłym karczku, a także na dole swetra i przy mankietach użyłam innego koloru, ale niestety już nie pamiętam jego nazwy.

Niniejszy sweter jest pierwowzorem dla pokazanej w poprzednim poście Orzechowej Łupinki. Jednakże korpus Oliwkowego Wianka nie jest tak rozkloszowany, jak jego następca, bo nie zdecydowałam się tutaj na poszerzanie poniżej rozdzielenia robótki na rękawy i body.

Na swetrze widać wyraźne ślady intensywnego użytkowania, ale nie ma się co dziwić, bo skoro był pierwszy, to i noszony był dłużej. Najbardziej zmechacony jest z przodu, na biuście i brzuchu, bo w tych miejscach najbardziej ocierał się o inne części garderoby, np. podszewkę kurtki, ale tył pozostał w miarę gładki. Wprawdzie próbowałam go golić, ale efekt był krótkotrwały i w końcu zarzuciłam ten zabieg. Nie musi być perfekcyjny, ważne, że jest mój;-)

Lubię swetry dziergane z włóczek skarpetkowych, bo są cienkie, a jednak bardzo ciepłe. Owszem, dzierganie trwa dłużej i praca nad gładkim dżersejem korpusu wydaje nie mieć końca, ale przecież ja uwielbiam dziergać:-)
 

sobota, 1 lutego 2025

Miodowy

czyli jak bezimienny został nazwany

Jedną z fajniejszych zalet dziewiarstwa jest to, że nienoszone udziergi można spruć i wykorzystać włóczkę do nowego projektu.

Ten sweter jest zrobiony w jednej połowie z odzyskanej włóczki i w drugiej z całkiem nowej.

W maju 2023r. pokazałam ten kardigan, który miał i jednocześnie nie miał nazwy, figurował jako No name Cardigan. Dlaczego? A to już proszę doczytać;-)

Dziergając go przetestowałam nową dla mnie konstrukcję swetra oraz nowe motywy wzoru. Ale w efekcie końcowym coś mi w nim nie pasowało. Może to, że widać było różnicę w kolorze włóczki, może to, że mimo swojej objętości niezbyt dobrze na mnie leżał? Może jedno i drugie. Skutek był taki, że założyłam go może dwa lub trzy razy i potem nie nosiłam wcale.

Szkoda mi było dobrej włóczki, więc postanowiłam ją odzyskać. Do koloru "Słońce Toskanii" dołożyłam "Wytrawny" z kolekcji Happy Feet Gazzal i wydziergałam sweter, w którym nareszcie chodzę.

Nazwałam go "Miodowy" - bo tak mi się kojarzy zmieszany kolor włóczek. Poza tym zmiana nitek w każdym rzędzie dała efekt cieniutkich pszczelich paseczków. 

I tak  bezimienny No Name Cardigan w swoim drugim wcieleniu dostał imię;-)

Konstrukcja tego swetra jest prosta jak budowa cepa. Robiony bezszwowo, od góry, na okrągło.

Ciekawy może być sposób dodawania oczek w karczku, a także poniżej linii biustu, na korpusie. Oczywiście w karczku dodawałam oczka częściej, tzn. co 4-5-6-7-8 rzędów (liczba oczek dodanych była zawsze taka sama, chyba 30). Po rozdzieleniu oczek na przód, tył i rękawy kontynuowałam dodawanie tych 30 oczek, ale zdecydowanie rzadziej, co 20-30 rzędów. Dało to efekt lekkiego rozkloszowania.

Interesującą metodę dodawania oczek zobaczyłam kiedyś na Instagramie i zastosowałam ją w tym projekcie. Miałam nadzieję,  że miejsca podwojenia oczek będą mniej widoczne. Pewnie gdybym nie zmieniała w każdym rzędzie koloru nitki, to tak by było. Na szczęście oczka dodawałam symetrycznie, więc nie jest tak źle.

Rękawy są w miarę dopasowane, długość 7/8. W dekolcie, mankietach i dole swetra zrezygnowałam ze ściągacza i zdecydowałam się na wykończenie i-cordem z czterech oczek.

Sweter nosi się fajnie, bo włóczka jest przyjemna dla skóry. Zauważyłam jednak jedną jej właściwość, która może być też wadą. Otóż w trakcie użytkowania trochę się rozciąga. O ile w calej konstrukcji swetra mi to nie przeszkadza, to jednak rozciągnięty obwód pod szyją bardzo mnie drażnił. Sprułam więc i-cord i zrobiłam go od nowa, przerabiając co drugie i trzecie oczko razem.  Jest dobrze, zobaczę na jak długo.

Mam jeszcze Happy Feet Gazzal w zielonym kolorze i marzę o większej ilości wolnego czasu, żeby móc narzucić ją na druty i wydziergać coś podobnego do Miodowego, co bedzie mi tak samo dobrze służyć.

poniedziałek, 15 sierpnia 2022

Copper Beech

czyli  rudo-rdzawo-miedziany Sweter Bukowy

     Jestem mało sukienkowa i zupełnie niespódnicowa. Nie lubię ich nosić i już. Miałam jednak kiedyś spódnicę, którą bardzo lubiłam. Oszczędzę sobie liczenia ile lat temu to było, nie będę się dołować;-) Pamiętam jednak, że miałam wtedy 18-19 lat. Na pewno jej nie kupiłam, chyba od kogoś dostałam, pewnie od koleżanki, która miała rodzinę na Zachodzie i miała szczęście dostawać paczki. Nie był to hit mody, bo wśród nastolatek królowały wówczas wąskie, przylegające do ciała, dżinsowe spódniczki mini, a owa rzeczona spódnica była totalnym przeciwieństwem tego trendu i może właśnie dlatego prawowita właścicielka nie zatrzymała jej dla siebie, lecz mi ją odstąpiła.

    Spódnica była długości midi, do połowy łydki, uszyta z cienkiego bawełnianego płótna, z klinów, które były tak rozkloszowane, że miała formę prawie pełnego koła. Góra spódnicy była bardzo wąska - oj, miało się kiedyś talię osy;-) - i miała krój dżinsowych spodni, z charakterystycznymi wpuszczanymi kieszeniami z przodu i nakładanymi z tyłu. Wszystkie szwy miały podwójne przeszycia, takie, jakie mają dżinsowe spodnie. A co najważniejsze - miała totalnie oryginalny kolor: była przepięknie rudo-rdzawo-miedziana.

    Mąż poznał mnie w czasie, kiedy ją często nosiłam i chyba dobrze zapadła mu w pamięć, bo kiedy kupiłam włóczkę na późnoletni lub wczesnojesienny bawełniany sweterek, powiedział, że kojarzy mu się właśnie z tą spódnicą sprzed lat.

    Wprawdzie etykieta Safran Dropsa informuje, że włóczka jest koloru dyni, ale mnie przychodzą na myśl liście buku, które jesienią prezentują całą bogatą paletę kolorów: od żółcieni, przez pomarańcze i rudości, do głębokich czerwieni i brązów. Może podświadomie odczuwam już przesyt lata i tęsknię do złotej jesieni? Coś w tym może być, bo po letnim sweterku Golden Fields, przychodzi kolej na jesienny Copper Beech.

    Jak widać, poraz kolejny wydziergałam sweter z okrągłym karczkiem oraz fantazyjnym, ażurowym motywem, powtórzonym później na dole swetra i w zakończeniu rękawów. 
W konstrukcji góry swetra połączyłam metodę okrągłego karczku i raglanu, nie chciałam bowiem, żeby ażurowy motyw zbyt głęboko zachodził na biust. I tak mam wrażenie lekkiego przesytu w nagromadzeniu ornamentów, bo lubię proste motywy, a tutaj trochę poszalałam.
Długość jest taka, jaką lubię, czyli do bioder. Można swobodnie podnieść rękę do góry, np. żeby zapisać temat na tablicy i nie obawiać się, że jakaś niechciana prawda wyjdzie spod swetra na jaw;-);-);-)
    Dekolt, rękawy i dół swetra wykończyłam i-cordem z trzech oczek. Żeby uniknąć wywijania się i-cordu po pierwsze: ostatni rząd przerobiłam oczkami lewymi i po drugie: trzecie i czwarte oczko przerabiałam razem.

    Żałuję, że nie mam zdjęć na sobie, ale nie składają się okoliczności pogodowo-życiowe, żeby znaleźć czas i wybrać się ekstra na sesję zdjęciową:-(
Może kiedyś, przy okazji prezentacji innych udziergów, pokażę także jak ten sweter na mnie leży:-)
    A może równocześnie pochwalę się kurtką, która jest totalnie w moim stylu i w kolorze spódnicy, o której pisałam na wstępie? Cóż, poczekajmy na tę złotą polską jesień i temperaturę uzasadniającą założenie na siebie dwóch warstw z długim rękawem;-)

wtorek, 27 lipca 2021

Pink heat

czyli kolejna odsłona melanżowej bawełny

    Lubię lato, ale nie bezgranicznie. Granica ta leży w okolicy 25-26 stopni Celsjusza. W ostatnim miesiącu rzadko mieliśmy taką lub niższą temperaturę. Momentami miałam wrażenie, że w jakiś niewytłumaczalny sposób zostałam przeniesiona w tak zwane ciepłe kraje. 
Moja aktywność psychofizyczna jest odwrotnie proporcjonalna do wzrostu temperatury: im cieplej, tym wolniej myślę i pracuję. Całe szczęście mam urlop i moje spowolnienie nie odbija się na pracy zawodowej lecz tylko, a może aż, na tempie mojego dziergania. I taki paradoks: niby wszystko wokół mnie spowalnia, ale nie czas - ten biegnie nieubłagalnie. Właśnie sobie uświadomiłam, że ostatni post na blogu ukazał się dokładnie miesiąc temu:-( 
No cóż, dziergam nadal z przyjemnością, ale dużo, dużo wolniej - oczka na prezentowany dzisiaj bawełniany sweterek zostały narzucone jeszcze na początku lipca i zamknięte ostatecznie dopiero dzisiaj. Nie pamiętam, kiedy ostatnio dzierganie tak mi się ślimaczyło. 

    Ale w końcu jest - Pink heat

Chyba nikogo nie zdziwi, że nazwa nawiązuje do koloru tego, co przez prawie miesiąc miałam przed oczami i do żaru lejącego się z nieba, który niemalże nie pozwalał mi normalnie funkcjonować.
    Jak pisałam w poprzednim poście, w sieciówce Action wykupiłam prawie całą ofertę kolorystyczną melanżowej bawełny Alison&Mae. Było więc już na niebiesko, a dzisiaj jest na różowo. W moim przypadku różowo oznacza bardzo nietypowo. Mianowicie moja szafa jest głównie w różnych odcieniach czerni, szarości i ewentualnie niebieskości. Różowy sweterek jest więc pewnego rodzaju eksperymentem. Myślę jednak, że nie będzie zbierał kurzu w szafie. Miałam już okazję wyjść na zewnątrz w jego pierwszej wersji i dobrze się czułam w tym kolorze. Dlaczego w pierwszej wersji? O tym za chwilę :-)

    Sweterek, jak prawie wszystkie moje swetry, robiony jest drutami 3,0, na okrągło, bezszwowo, z góry na dół. Od innych wyróżnia go dekolt w serek oraz marszczenia zastosowane na plecach.
Linia raglanu powstała w ten sam sposób jak w kardiganie Recycled.
    Rękawy są długości 3/4, dziergane bez odejmowania oczek, zakończone i-cordem zbierającym po dwa oczka razem.
    Dół swetra jest niesymetryczny, tzn. przód jest trochę krótszy niż tył. W tym miejscu wyjaśnię czym różniła się pierwsza wersja swetra od drugiej.

  W pierwszym wariancie różnica między przodem a tyłem była bardzo wyraźna, bo ok. 10 centymetrowa. Jednak nie to było przyczyną prucia i zmiany. Wadą było to, że przód był generalnie jak dla mnie zbyt krótki. Zauważyłam to dopiero wtedy, gdy gotowy sweter założyłam i poszłam na zakupy - non stop musiałam go ciągnąć w dół:-)
    W drugiej i mam nadzieję, że ostatecznej wersji przedłużyłam sweterek o mniej więcej 7-8 cm a tył nadal zrobiłam dłuższy, ale tylko o ok. 3 cm.  Dół swetra, tak jak dekolt i mankiety rękawów, zakończyłam i-cordem. Wygląda to tak:
    Trudno jest zrobić zdjęcia samej sobie tak, żeby pokazać udzierg. Ale jako taki pogląd można sobie wyrobić na poniższym selfie i pierwszych próbkach zastosowania samowyzwalacza:-)
Teraz w oczekiwaniu na pomysł na kolejną dużą robótkę, dziergam kolejne skarpety:-) 

Na koniec jeszcze dwa zdania o kitku, który "rezydował" w ogródku działkowym moich rodziców i którego chodziłam codziennie dokarmiać. 
Otóż - nie mam już tego obowiązku. Kotek znalazł dom - przygarnęła go starsza córka:-)