czyli kończę serię Dropsowych swetrów
Całe szczęście, że Sparrow Song, czyli Wróbli Śpiew to nie to samo, co łabędzi śpiew. Zapewniam, że nie zamierzam się żegnać ani z dzierganiem, ani z blogowaniem.
Choć moja obecność tutaj straciła nieco na częstotliwości i regularności, to nie znaczy, jakobym miała ochotę rezygnować z tego miejsca w sieci.
Mam duży sentyment tego swoistego pamiętnika, a zwłaszcza do starszych postów sprzed lat. Czasami do nich zaglądam i przypominam sobie na jakim etapie rękodzielniczym i życiowym wtedy byłam. Uwielbiam wracać do rozmów z Wami i czytając te starsze komentarze na przemian raz kręci się łezka w oku, innym razem uśmiech nie schodzi mi z twarzy.
Robię się sentymentalna - czyżbym się starzała???
Osiem lat blogowania to nie w kij dmuchał, choć, gdzie mi do niektórych z Was blogujących regularnie od ponad 15 lat.
Pozdrawiam w tym miejscu Sivkę, Dorotę, Annę, Honoratę, Renię, Agatę, Marię i wszystkie z Was, które macie blogowy staż dłuższy niż mój i regularnie dbacie o swoje miejsce w blogosferze. Podziwiam Waszą regularność i konsekwencję.
Do dzisiejszego posta podchodziłam co najmniej trzy razy, zaczynałam i odpuszczałam wkurzona na powolność mojego WIFI, która sprawiała, że szukanie obrazów z Zdjęciach Google było jakimś horrorem.
Dzisiaj nadal prędkość przesyłu danych jest niezadowalająca, ale już nie odkładam pisania na później tylko idę na kompromis i zamieszczam te zdjęcia, które udało mi się znaleźć i otworzyć.
Wzór dla swetra Sparrow Song zaczerpnęłam ze strony Drops Design. Tak jak poprzednie dropsowe projekty, tak i ten dostosowałam do swoich potrzeb i to nie jeden raz;-)
Na wstępie zamieniałam włóczkę: oryginał dziergany jest z Nord Drops, ja użyłam Safran Drops.
W mojej pierwszej wersji korpus był modelowany rzędami skróconymi i z tyłu był dłuższy niż z przodu, a rękawy i dół swetra wykończyłam i-cordem.
Niestety, finalnie nie czułam się dobrze w takiej odsłonie, bo przód był trochę za krótki i kiedy podnosiłam rękę do góry równocześnie odsłaniałam to, co w moim zamyśle sweter miał zakrywać;-)
Dlatego sprułam do fragmentu, kiedy wcześniej zaczynałam modelować półokrągły tył, przerobiłam kilka dodatkowych centymetrów dźersejem i dodałam szeroki ściągacz. Taki sam ściągacz powtórzyłam przy rękawach. Przy dekolcie pozostawiłam i-cord.
Pierwszą wersję skończyłam jeszcze w czerwcu, drugą na pewno nie poźniej niż w sierpniu, przynajmniej tak wnioskuję z daty sesji zdjęciowej, a jeszcze ani razu nie miałam okazji założyć go i wyjść. Tegoroczne lato było wyjątkowo ciepłe. Jednak powoli zbliża się jesień i moja kolekcja bawełnianych swetrów będzie na pewno w użyciu. Mam ich tyle, że przez dwa tygodnie mogę zakładać codziennie inny.
Czy to jest jeszcze normalne, czy to już objaw swetromanii;-)

















































