środa, 6 maja 2026

Orzechowa Łupinka

czyli "It's all in a Nutshell"

Angielski idiom "in a nutshell" znaczy tyle co: "krótko mówiąc, w skrócie, w pigułce", ale jest także nazwą koloru włóczki Scheepjes Our Tribe, z której wydziergałam poniższy sweter. 
Idąc tym tropem - nie będę się długo rozpisywać na temat "Orzechowej Łupinki".

Tegorocznej zimy na moich drutach gościła głównie ta włóczka, w różnych kombinacjach kolorystycznych. Pokazałam już dwa swetry: Mabon Sweater i Mabon Sweater Na Bis.
Sweter "Orzechowa Łupinka" wydziergałam wcześniej, jeszcze przed swetrami Mabon. Powstawał spontanicznie, bez jakiegoś wielkiego planu. Zakładałam tylko, że będzie dziergany od góry (tak, jak prawie wszystkie moje swetry), będzie miał okrągły karczek, linię A i raczej wąskie rękawy 3/4.
Wyszedł dość rozkloszowany, bo kontynuowałam dodawanie oczek także po rozdzieleniu robótki na rękawy i korpus.
Spodobała mi się taka forma, bo skutecznie ukrywa moje krągłości w miejscu, gdzie powinna znajdować się talia.
Sweter był intensywnie użytkowany w zimowym sezonie, co widać na zdjęciach, gdyż wełna trochę się kulkuje. Nie przeszkadzało mi to za bardzo i często go nosiłam.
Z początkiem wiosny na druty narzucam już nie wełniane, lecz bawełniane oczka, ale zanim pokażę trzy swetry z bawełny, które już skończyłam, postaram się w najbliższym czasie nadrobić zaległości i pokazać te, które wydziergałam w zeszłym roku.

poniedziałek, 23 lutego 2026

Mabon Sweater na BIS

czyli po raz drugi sięgam po ten sam wzór

    Pierwszy Mabon Sweater od projektantki Elenor Mortensen wydziergałam w żółto-niebieskim kontraście. Lubię go i często noszę. Postanowiłam więc wydziergać siostrzany sweter, ale w innym zestawieniu kolorystycznym. 
Sięgnęłam po tę samą włóczkę, co przy pierwszym projekcie, czyli po Sheepjes Our Tribe, miałam więc pewność, że bez robienia próbki, używając tych samych drutów, otrzymam sweter w dobrym rozmiarze.

Tak samo jak przy pierwszym projekcie, ściśle według wzoru wydziergałam tylko karczek, potem spersonalizowałam korpus lekko go poszerzając i wprowadzając modyfikacje wzoru.

Już rozpoczynając pracę nad tym swetrem wiedziałam, że będę chciała tak pokombinować z dolnym motywem, żeby zakończyć go szarym kolorem, czyli tym, od którego zaczynałam. W tym celu musiałam wymyślić sposób przejścia między motywami. Rozrysowanie wzoru zajęło mi trochę czasu i nie obyło się bez używania gumki, ale metodą prób i błędów uzyskałam zadowolający mnie efekt.

Podobne lustrzane odbicie zastosowałam w dole rękawów, z tą różnicą, że motyw listków jest krótszy i są w nim tylko dwa rzędy gwiazdek, a nie trzech, jak w motywie w dole swetra.

Ciekawa jestem, czy zdążę tej zimy ponosić drugą wersję Mabon, bo sweter jest bardzo grzejący, a właśnie przyszło ocieplenie.
A propos zdjęć: 
w końcu zainwestowałam w selfie stick ze statywem, co umożliwia mi fotografowanie moich udziergów na sobie. Nieźle się bawiłam strojąc miny i przybierając różne pozy. Ale ile zdjęć od razu wylądowało w koszu tego nie wiem nawet ja sama😂

piątek, 6 lutego 2026

Mabon Sweater

czyli nadal korzystam z cudzych projektów

    Mabon Sweater to projekt Elenor Mortensen. Zachwycają mnie jej żakardowe wzory i już raz skorzystałam z projektu Elenor, dziergając mój Renesansowy.
Wzór zakupiłam z kilku powodów. Po pierwsze chciałam wydziergać i mieć sweter z tak atrakcyjnym karczkiem, po drugie chciałam zobaczyć, jak pisze się wzory i po trzecie zacząć uczyć się angielskich skrótów i symboli dziewiarskich.
Nie wiem, czy kiedyś będę spisywać moje projekty, bo systematyczność nie jest w tym przypadku moją mocną stroną, a konieczność notowania odbiera mi co najmniej połowę radości i przyjemności dziergania i oczywiście znacznie spowalnia proces powstawania dzianiny.
A czas jest u mnie w permanentnym deficycie.
No, ale nigdy nie mówię nigdy, więć może się kiedyś pokuszę.... Pewnie nie wcześniej niż na emeryturze;-)

Dawno nie publikowałam efektów mojego robótkowania i trochę się ich nazbierało. Jeśli tylko nie przegram z prokrastynacją, to pokażę w następnych postach, co zeszło z moich drutów.

Muszę się przyznać do strasznej rzeczy.... Przestałam dziergać skarpetki. No, jeszcze nie tak zupełnie. Zdarza się, że wydziergam parę lub dwie, ale nie dziergam ich już kompulsywnie.

Wróciłam do mojej poprzedniej ulubionej formy dziewiarskiej, czyli do swetrów.
Niektóre wydziergałam z głowy, inne na podstawie zakupionych wzorów. Nigdy jednak nie dziergam wiernie według opisu, lecz wprowadzam swoje modyfikacje i dostosowuję projekt do siebie.

W tym swetrze ściśle trzymałam się opisu do momentu ukończenia motywu na karczku i rozdzieleniu robótki na korpus i rękawy. Potem już po swojemu dodawałam oczna na bokach, żeby otrzymać lekką linię A. Ostatecznie liczbę oczek tułowia zwiększyłam o tyle, że w dolnym motywie pojawiły się dwa raporty więcej niż w oryginale. Wzór na końcach rękawów też został zmodyfikowany, w oryginale jest tylko jeden rząd gwiazdeczek.
No i ściągacze zastąpiłam I-cordem.
Moja tendencja wprowadzania zmian w oryginalnych projektach powstrzymuje mnie od udziału w testowaniu wzorów dla projektantek, no, może jeszcze narzucone terminy. Bardzo by mnie stresowało, gdybym musiała dziergać na czas.

Moją wersję Mabon Sweater wydziergałam z Sheepjes Our Tribe (70% merino superwash + 30% poliamid; 100g/420m). Polubiłam tę włóczkę, mimo iż na swetrze widać później ślady użytkowania, trochę się mechaci. Noszę go jednak chętnie, na zmianę z innymi wydzierganymi z tej włóczki swetrami, które mam nadzieję pokazać niedługo w kolejnych postach.

A obecnie mam na drutach kolejną odsłonę Mabon Sweater, z tej samej włóczki, ale w innym zestawieniu kolorystycznym i z innymi modyfikacjami. Mam nadzieję niedługo skończyć, bo zostały już tylko rękawy.





    Intensywność kolorów najlepiej odwzorowują trzy pierwsze zdjęcia. Kolejne zrobione we wnętrzu, przy słabym dziennym świetle, w pochmurny dzień, nie oddają realnych odcieni.

    Musiałam pójść na L4, żeby znaleźć czas na domową sesję i redakcję wpisu na blogu;-)
Straszne:-)

niedziela, 5 października 2025

Akcja inspiracja

czyli sięgam po cudze projekty

    Od kiedy ogarnęłam kupowanie na raverly, zdążyłam dokonać kilku zakupów wzorów, z których skorzystałam narazie tylko w dwóch przypadkach. 
Mianowicie: wydziergałam Renesansowy wg projektu  Renaissancesweater od Elenor Mortensen oraz zainspirowałam się projektem Arely Blouse od Valentina Bogdanova.

Celowo piszę i podkreślam, że się zainspirowałam, a nie, że wydziergałam według projektu, bo w mojej wersji naniosłam kilka własnych modyfikacji.
Zgodnie z oryginalnym wzorem wydziergałam tylko karczek, zaś wszystko od biustu w dół to już moja inicjatywa. 
Też celowo piszę, że to moja inicjatywa, a nie projekt czy pomysł, bo w bocznych panelach, dole korpusu i zakończeniach rękawów wykorzystałam fragmenty motywów z karczku, który jest przecież autorstwa Valentiny.

Leciutki, przewiewny, letni sweterek powstał z mieszanki bawełny z bambusem od Kokonków. Nie pamiętam czy kokonek był trzy- czy czteronitkowy, chyba jednak cztero-, bo była tam biel, łosoś, pomarańcz i chyba szarość. Na zdjęciach nie udało mi się niestety uchwycić koloru, może te dwa ostatnie trochę przypominają oryginał.

Swetro-bluzkę dziergałam dla siebie. Miałam w pamięci porażkę z bambusową dzianiną sprzed lat, która po praniu strasznie sie rozciągnęła, wzięłam więc poprawkę na obecność w składzie włóczki zarówno rozciągliwego bambusa, jak i stabilizującej bawełny. 
Wybrałam, moim zdaniem, odpowiedni rozmiar i dziergałam, dziergałam, dziergałam... Powoli dziergałam, bo i wzór skomplikowany, i remont w domu nie pozwalał mi spędzać na moim ulubionym zajęciu tyle czasu, ile bym chciała.
Jakież też było moje zaskoczenie i rozczarowanie, kiedy po zblokowaniu okazało się, że sweterek jest dla mnie troszkę za ciasny w biuście. Trochę się zirytowałam (nieuprawniony eufemizm)
No cóż, jednakże nie planowałam pruć. Po krótkim zastanowieniu, sweter trafił do młodszej córki.
    Myślę, że gdybym wybrała bardziej elastyczną włóczkę, np. Baby Merino, to sweter byłby w mojej szafie. 
Jednakże ja, jeśli tylko zechcę wydziergam sobie ponownie ten, albo inny wzór, zaś córka nie. 
Może więc dobrze się stało, w ten sposób zyskała kolejną dzianinę.

poniedziałek, 22 września 2025

Gofrowy

czyli druga wersja Gorzkiego Plastra Miodu


    Pięć lat temu wydziargałam na prośbę córki sweter dla jej chłopaka. Nazwałam go Gorzkim Plastrem Miodu, bo ten motyw, chociaż prosty, to sprawił mi sporo kłopotu i nie obyło się bez prucia sporych fragmentów. I to kilkuktotnie. 
Sweter się spodobał i był bardzo często noszony. Włóczka Nord Drops jest wytrzymała oraz dobrze znosi intensywne użytkowanie i pranie, ale po takim czasie sweter miał prawo trochę się sfatygować.

Dzisiaj chłopak jest już mężem córki. Tym razem to właśnie na prośbę zięcia wydziergałam nowszą wersję swetra. 
Użyłam dokładnie tej samej włóczki i koniecznie powtórzyłam wysoki kołnierzo-golf, który zięciowi bardzo przypadł do gustu.
Pierwowzór dziergałam od dołu na okrągło, czyli najpierw powstały rękawy, potem korpus, następnie połączyłam te elementy w całość i dziergałam raglanowy karczek, wykańczając go wspomnianym kołnierzo-golfem.

Tym razem dziergałam moim ulubionym sposobem, czyli od góry. 

Od pierwszej wersji różni go również użyty przeze mnie motyw. Na prawie całej powierzchni swetra, z wyjątkiem kołnierza, zastosowałam wzór przypominający fakturą wafel albo gofr.

Mimo iż, zdjęłam miarę ze starego swetra, a nawet dokładnie policzyłam sobie oczka na szerokość i rzędy na długość, to rękawy i korpus wyszły mi za krótkie. Nie wzięłam pod uwagę faktu, że gofrowo-waflowy wzór będzie bardziej trójwymiarowy, co zmieni mi rozmiar. 
Jednak nic wielkiego się nie stało, musiałam tylko spruć ściągacze, przedłużyć gofrowe fragmenty rękawów i korpusu, no i jeszcze raz wydziergać ściągacze.
Sweter wydziergałam jeszcze w marcu, na poprawki musiał poczekać, aż skończyłam Renesansowy
Kiedy wreszcie uporałam się z przeróbką, to zrobiło się lato i sweter pewnie przeleżał w szafie. Ale właśnie zaczęła się astronomiczna jesień, więc jest szansa, że niedługo będzie regularnie noszony.

Bardzo źle mi się fotografowało ten kolor. Zarówno we wnętrzu domu, jak i na zewnątrz w ogródku, wychodziły przekłamania, przebarwienia, prześwietlenia, i pewnie jeszcze jakieś inne prze...
Nie wiem na ile to włóczka nie współpracowała, a ile winy leży po stronie fotografującej. Powiedzmy, że pół na pół😉