czyli szydełkowa menażeria
Dzisiaj sięgam po archiwalne prace i robię to nie dlatego, że nic nowego nie dziergam.
Owszem, dziergam cały czas, ale... No właśnie, jest jakieś ale. To, co schodzi z moich drutów i jest gotowym projektem - to są nieustająco i niezmiennie skarpetki. Znowu powstało kilka par. Schowam je jednak do pudełka i wyciągnę na światło dzienne dopiero za jakiś czas. Nie mogę przecież tak totalnie zaskarpetkować tego miejsca. Podobno, co za dużo to niezdrowo, a poza tym co się odwlecze, to nie uciecze, jeszcze się nimi zdążę pochwalić.
Równolegle obok skarpetek powstał duży projekt - kardigan. Brakuje mu jednak wykończenia, a mnie brakuje pomysłu na to wykończenie. Sweter musi więc poczekać na moją wenę, a z nią sprawa jest wielce niepewna - może przyjść jutro, a może dopiero za pół roku.
Mam rozpoczęty jeszcze jeden projekt. Jest nim sweter ewentualnie tunika (jeśli wystarczy włóczki) z okrągłym karczkiem.
Nie pamiętam, kiedy ostatnio miałam tyle równocześnie rozpoczętych projektów. Nie lubię się przecież rozpraszać i przeważnie doprowadzam jedną rzecz do końca i dopiero potem zabieram się za coś nowego - ale jak widać, nie tym razem.
Nie mam więc świeżo ukończonych projektów, które mogłabym pokazać (poza oczywiście skarpetami). Mam jednak jeszcze kilka prac nieopublikowanych, które czekają na swoją kolej.
Dziś padło na szydełkowe zabawki amigurumi. Inspiracja przyszła z blogów Honoraty i Iwony, które ostatnio pokazały swoje maskotki.
Ja prezentowałam już kiedyś szydełkowe pieski (klik), niedźwiadki (klik), króliczki (klik), laleczki Big Head Dolls (klik) oraz laleczki w stylu Lalylala (klik). Dzisiaj dokładam do mojej kolekcji amigurumi resztę menażerii. I tym samym pozbywam się zaległości. Więcej szydełkowych zabawek nie chowam w zanadrzu.
Muszę powiedzieć, że z przyjemnością przeglądałam pliki zdjęciowe w poszukiwaniu poniższych fotografii. Przeniosłam się wspomnieniami ok. cztery lata wstecz, kiedy to namiętnie, wręcz kompulsywnie szydełkowałam maskotkę za maskotką. Wypisz wymaluj tak, jak obecnie dziergam skarpety. Znowu było lato 2017, a wraz z nim sesje ogródkowe i parapetowo-półkowe.
Większość całej dużej kolekcji amigurumi rozdałam, w domu zostały chyba tylko trzy lub cztery zabawki, które zaanektowała moja suczka Nela. Lubi się nimi bawić, tarmosić i przytulać. I o dziwo, po tylu latach traktowania ich psimi zębami prawie nic złego się z nimi nie dzieje. Okazuje się, że chiński akryl jest prawie nie do zdarcia.
Mam jeszcze zapasy kolorowych motków, które ze względu na ich zgrzebność do niczego innego nie będą się nadawać, jak tylko na takie psie zabawki. Jak jeszcze znajdę czas i ochotę, żeby pojechać do jyska po tanie jaśki na wypełnienie maskotek, i nawiedzi mnie szydełkowe natchnienie, to może zrobię jeszcze kiedyś jakieś amigurumi.
P.S. Szukałam najpierw w czeluściach mojego komputera, następnie w odmętach przepastnego Internetu i znalazłam źródło tylko dla niebieskiej i brązowej żyrafy (klik)



























































