Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Pustynia Błędowska. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Pustynia Błędowska. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 7 czerwca 2020

Wymęczony Ulubiony ukończony

czyli zła passa przerwana plus Pustynia Błędowska

Niedawno zmagałam się z małym kryzysem twórczym. Owszem dużo dziergałam, ale równie dużo prułam. Niemożność doprowadzenia projektu do końca przyprawiała mnie o frustrację. Sukces potrzebny mi był od zaraz.  Ale trochę więcej cierpliwości i samozaparcia niż zwykle i voilà: - Wymęczony Ulubiony jest gotowy. 
Wymęczony - bo przez moją nieuwagę przy podziale oczek na tył, przód i rękawy, zaliczył prucie obu gotowych już rękawów. Pisałam o tym tutaj. Dodam jeszcze, że już po ukończeniu swetra zostało mi trochę włóczki i postanowiłam te nieszczęsne rękawy ciut przedłużyć. No więc podpruwałam jeszcze raz mankiety. Ale co tam - miałam już wprawę :-)
Po pierwszym użyciu konieczne jeszcze okazało się zmniejszenie obwodu dekoltu, bo trochę się rozciągnął. Nie był to jednak wielki zabieg - dorobiłam szydełkiem rząd półsłupków, robiąc co jakiś czas z dwóch jeden. Ostatni rząd to dające ciekawy efekt oczka rakowe. Wykończenie szydełkiem gwarantuje to, że nic się już w noszeniu nie rozciąga. 
Ulubiony - bo  jest to mój ostatnio najczęściej noszony sweterek. Niestety, chociaż jest dość często noszony, to nie mam ani jednego zdjęcia na sobie - powód prozaiczny - nie ma kto mnie w nim sfotografować. Jakoś okoliczności się nie zgrywają :-(
Sweter w całości jest bawełniany. Główny kolor - błękitny - to włóczka May Baumwollegarn. Zielona to resztki bawełny Dropsa ze sweterka, który wydziergałam zeszłego lata, a którego jeszcze nie miałam okazji tutaj pokazać. Dodałam jeszcze totalne resztki bawełny, pozostałej po Jasnoszarym. Kombinowanie z kolorami wynika nie tyle z mojej chęci zabawy nimi, ale z konieczności - po prostu bazowego koloru miałam za mało na sweter dla siebie. Owszem - dla Młodszej Córki byłoby w sam raz, ale powiedziała, że na chwilę obecną ma w szafie wystarczająco dużo swetrów.
Do tej pory dziergając sweter od góry stosowałam raglan. Tym razem postanowiłam zmierzyć się z okrągłym karczkiem. Trochę przy zastosowaniu jakiś prowizorycznych wyliczeń, trochę intuicyjnie, udało mi się dobrze dobrać ilość oczek początkowych oraz częstotliwość ich dodawania. Miejsca dodawania oczek są doskonale widoczne, bo stwierdziłam, że będzie to forma celowo trochę nieregularnego ażuru. Tył i przód swetra są identyczne, dlatego, żeby nie mieć dylematu przy ubieraniu, umieściłam z przodu naszywkę.
Nie wiem jak wy, ale ja mam tak, że jak nad czymś długo pracuję, to później trudno mi się z tym rozstać, w sensie zakończyć projekt. Tak było też tym razem. Zamiast, po perturbacjach z pruciem rękawów, po prostu wydziergać korpus i wykończyć jakąś formą ściągacza czy listwy, postanowiłam wypróbować zastosowanie półokrągłych podkroi i dorobić pasiaste wstawki. Był to dodatkowy dzień dziergania, ale efekt mnie zadowolił - dobrze układa się na ciele.
Jeszcze rzut oka na podkrój rękawa. Zawsze dobieram po obu stronach po dwa oczka więcej, a później przerabiam je kolejno razem z oczkiem znad podkroju pachy. W ten sposób nie tworzą się dziury, nic nie trzeba zszywać.
Sesja balkonowa z wcinającym się w kadr ciekawskim towarzystwem.

I jeszcze pozadziewiarsko:

Sivka, którą z przyjemnością obserwuję na jej blogu, często jako tło swoich stylizacji prezentuje plener Pustyni Błędowskiej, np. tutaj. Pomyślałam, kurczę, mieszkam w sumie niedaleko (trochę ponad 40km) i w całym swoim prawie półwiecznym życiu nigdy tam nie byłam. Wstyd! Spontaniczna propozycja, podchwycenie przez męża pomysłu na wypad i w drogę.
Od strony Kluczy dotarliśmy do punktu widokowego Czubatka. Moje pierwsze wrażenie: o rany, chyba latam, bo widzę korony drzew z góry. Jak tu pięknie!
Drugie wrażenie: o rany, co to za huk? - To cztery quady pędzące na pełnym gazie i wjeżdżające pod bardzo stromą górę. Myślałam, że świat się wali. 
Później stresowałam się trochę wędrując szlakiem i słysząc warkot quadzich silników, bo mieliśmy ze sobą psa i nie wiedziałam jak zareaguje, czy ucieknie nam w las i się zgubi, czy rzuci się na te maszyny. 
Nadmienię, że w tym miejscu obowiązuje bezwzględny zakaz poruszania się quadami i motocyklami. 
W końcu, żeby dotrzeć na pustynię zdecydowaliśmy się nie iść szlakiem, ani nawet nie ścieżką, tylko "dzikim" lasem.
Pustynia robi ogromne wrażenie, czułam się jakbym była na wielkiej plaży - tylko morza nie było.
Idąc po piachu dotarliśmy do drugiego punktu widokowego - do Róży Wiatrów. Tam odpoczynek w cieniu i powrót na czuja przez las na Czubatkę. Pod koniec wędrówki pies odmówił dalszego spaceru - mała miała już dość. Pod górę na punkt widokowy, gdzie mieliśmy zaparkowane auto, mąż musiał bidulkę wnieść. Trochę przesadziliśmy z długością trasy dla naszego kanapowca. 
Uspokoję wszystkich miłośników zwierząt - Nelcia miała cały czas dostęp do wody, a wycieczki nie odchorowała :-)
Na Pustynię Błędowską na pewno jeszcze wrócimy - będziemy ją eksplorować od innej strony.

Sivko, dziękuję za inspirację!