niedziela, 20 września 2026

Sparrow Song Sweater

czyli kończę serię Dropsowych swetrów

    Całe szczęście, że Sparrow Song, czyli Wróbli Śpiew to nie to samo, co łabędzi śpiew. Zapewniam, że nie zamierzam się żegnać ani z dzierganiem, ani z blogowaniem.
    Choć moja obecność tutaj straciła nieco na częstotliwości i regularności, to nie znaczy, jakobym miała ochotę rezygnować z tego miejsca w sieci. 
Mam duży sentyment tego swoistego pamiętnika, a zwłaszcza do starszych postów sprzed lat. Czasami do nich zaglądam i przypominam sobie na jakim etapie rękodzielniczym i życiowym wtedy byłam. Uwielbiam wracać do rozmów z Wami i czytając te starsze komentarze na przemian raz kręci się łezka w oku, innym razem uśmiech nie schodzi mi z twarzy. 
Robię się sentymentalna - czyżbym się starzała??? 
Osiem lat blogowania to nie w kij dmuchał, choć, gdzie mi do niektórych z Was blogujących regularnie od ponad 15 lat. 
Pozdrawiam w tym miejscu Sivkę, Dorotę, AnnęHonoratę, Renię, Agatę, Marię i wszystkie z Was, które macie blogowy staż dłuższy niż mój i regularnie dbacie o swoje miejsce w blogosferze. Podziwiam Waszą regularność i konsekwencję.

Do dzisiejszego posta podchodziłam co najmniej trzy razy, zaczynałam i odpuszczałam wkurzona na powolność mojego WIFI, która sprawiała, że szukanie obrazów z Zdjęciach Google było jakimś horrorem. 
Dzisiaj nadal prędkość przesyłu danych jest niezadowalająca, ale już nie odkładam pisania na później, tylko idę na kompromis i zamieszczam te zdjęcia, które udało mi się znaleźć i otworzyć.

Wzór dla swetra Sparrow Song zaczerpnęłam ze strony Drops Design. Tak jak poprzednie dropsowe projekty, tak i ten dostosowałam do swoich potrzeb i to nie jeden raz;-)
Na wstępie zamieniałam włóczkę: oryginał dziergany jest z Nord Drops, ja użyłam Safran Drops.
W mojej pierwszej wersji korpus był modelowany rzędami skróconymi i z tyłu był dłuższy niż z przodu, a rękawy i dół swetra wykończyłam i-cordem.
Niestety, finalnie nie czułam się dobrze w takiej odsłonie, bo przód był trochę za krótki i kiedy podnosiłam rękę do góry równocześnie odsłaniałam to, co w moim zamyśle sweter miał zakrywać;-)
Dlatego sprułam do fragmentu,  kiedy wcześniej zaczynałam modelować półokrągły tył, przerobiłam kilka dodatkowych centymetrów dźersejem i dodałam szeroki ściągacz. Taki sam ściągacz powtórzyłam przy rękawach. Przy dekolcie pozostawiłam i-cord.
Pierwszą wersję skończyłam jeszcze w czerwcu, drugą na pewno nie poźniej niż w sierpniu, przynajmniej tak wnioskuję z daty sesji zdjęciowej, a jeszcze ani razu nie miałam okazji założyć go i wyjść. Tegoroczne lato było wyjątkowo ciepłe. Jednak powoli zbliża się jesień i moja kolekcja bawełnianych swetrów będzie na pewno w użyciu. Mam ich tyle, że przez dwa tygodnie mogę zakładać codziennie inny.  
Czy to jest jeszcze normalne, czy to już objaw swetromanii;-)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Cieszę się, że do mnie trafiłaś/łeś, będzie mi miło, jeśli zostawisz po sobie ślad w postaci komentarza.