niedziela, 4 października 2026

Płomienna 2.0

czyli otwieram serię postów z cyklu: "Upcykling"

    Tegoroczne lato dziewiarsko upłynęło mi głównie na przeróbkach. Na warsztat wzięłam chusty, które wydziergałam trzy lata temu. Wszystkie nosiłam regularnie w sezonach zimowych i trochę mi się już opatrzyły i znudziły. Dlatego postanowiłam je spruć i wydziergać na nowo, nadając im inną formę.

Pierwszą na cel wybrałam "Płomienną". 
    Jak widać pierwsza Płomienna przerabiana była od brzegu, nie od środka, przez dodawanie do połowy wielkości robótki z jednej strony po jednym oczku w co drugim rzędzie, zaś w drugiej połowie oczko było odejmowane. Efekt: kolory przechodzą jeden w drugi w układzie pionowym. I właśnie ten układ chciałam zmienić.

    Nową wersję zaczęłam klasycznie od środka, poszerzałam ją dodając po 4 oczka w rzędach na prawej stronie (dwa na brzegach i dwa na środku). Choć może być trudno stwierdzić, która strona jest prawa, gdy się przerabia same prawe oczka po obu stronach. Dlatego radzę sobie zaznaczyć markerem początek robótki na prawej stronie.

    Gdybym zwiększała rozmiar chusty klasycznie, otrzymałabym trójkąt równoramienny, a ja nie za bardzo lubię taki kształt. Wolę formę trójkąta równobocznego, gdzie oś symetrii nie jest zbyt długa, ale za to ramiona trójkąta są znacznie wydłużone. Taki efekt uzyskuję stosując rzędy skrócone. Jeżeli się dobrze przyjrzeć, to można zauważyć, że między ażurowymi wstawkami, fragmenty garterowe delikatnie rozszerzają się w kierunku na zewnątrz.

    Dziurki powstają przez zamknięcie dwóch oczek na prawo, nabranie dwóch narzutów, i przerobienie dwóch oczek razem na lewo.

Dół chusty wykończyłam delikatnymi pikotkami przerabianymi na drutach:
  • zamknęłam 3 oczka
  • przełożyłam oczko z prawego drutu na lewy
  • nabrałam na lewy drut 4 oczka metodą dziewiarską, czyli wbijałam drut miedzy oczka, wyciągałam nitkę i zakładałam na drut
  • zamknęłam te 4 nowe oczka przerabiając je i przeciągając jedno przez drugie
  • ta sekwencja była powtarzana do końca robótki.

    Uwielbiam w dziewiarstwie to, że można ze starego zrobić coś nowego, jeśli tylko jakość włóczki jest na tyle dobra, że prucie jej nie zaszkodzi.

    Myślę, że co najmniej trzy kolejne sezony ta chusta będzie mi grzała szyję, na zmianę z tymi, które pokażę w kolejnych postach;-)