czyli sesja w plenerze
W poprzednim poście nakreśliłam okoliczności, w jakich zamiast planowanych skarpetek powstał sweter Sock(s)weater lub inaczej Skarpetowiec.
Nie zamieściłam w nim zdjęć "naczłowieczych", tzn. sweter nie był prezentowany na modelce, którą docelowo jest jego właścicielka, czyli Starsza Córka.
Niepewność tego, kiedy będę miała okazję przekazać jej prezent oraz tego, czy będzie sposobność na zorganizowanie jakiejś sensownej sesji na zewnątrz, a przede wszystkim moja niecierpliwość i chęć pochwalenia się jak najszybciej nowym udziergiem, były powodem opublikowania tak niekompletnego wpisu.
Dziś nadrabiam braki.
Nie jestem dobrym fotografem, nie posiadam profesjonalnego sprzętu fotograficznego, mało tego - nie mam nawet zacięcia do dokumentowania życia rodzinnego. Często post factum żałuję, że nie uwieczniłam jakichś wydarzeń, ale w trakcie ich trwania po prostu nie przychodzi mi do głowy, żeby wyjąć telefon i pstryknąć zdjęcie, albo nagrać filmik.
Podobnie jest z dokumentowaniem mojego robótkowania. Rzadko się zdarza, że fotografuję poszczególne etapy powstawania czegoś. Choć nie w przypadku Skarpetowca. Jemu akurat zrobiłam wyjątkowo dużo zdjęć.
Zdjęcia do mojego bloga robione są telefonem. Zwykłe zdjęcia, zwykłym telefonem, bez profesjonalnego podejścia do kompozycji, kadrowania, oświetlania, wyostrzania i czego tam jeszcze... Później czasem coś przytnę, żeby nie chwalić się bałaganem na drugim planie, czasem coś doświetlę, bo tak mi podpowiada program Zdjęcia Google. Amatorszczyzna.
Ale nie dzisiaj.
Dzisiaj korzystam z uprzejmości Michała, młodego fotografa, który wyciąga moją Starszą na górskie wycieczki i który pięknie sfotografował Sock(s)weater w cudnych okolicznościach przyrody. Chociaż nie do końca jestem pewna, czy fotografował sweter czy Starszą - chyba jednak Córkę.
Można zobaczyć, że Sock(s)weater był w drodze na Śnieżkę i trzeba mi uwierzyć na słowo, że szczyt zdobył.
Echa koronawirusa zawędrowały aż tam - 1603 m n.p.m.
Mianowicie w połowie wspinaczki Młodzi dostali telefon ze schroniska, że mimo wcześniejszej rezerwacji, ze względu na wprowadzenie rozporządzenia o zamknięciu m.in. schronisk dla turystów, nocleg będzie niemożliwy. Pobyt w Karkonoszach trzeba było skrócić, ale wycieczka, patrząc na piękną, słoneczną pogodę na zdjęciach i fakt, że szczyt został zdobyty, była chyba udana.
No i ja mam cudowne zdjęcia.
Dziękuję Michałowi za udostępnienie zdjęć i Córce za zgodę na publikację wizerunku.


















































