potrzebny od zaraz
Od jakiegoś czasu trapi mnie kryzys twórczy. Dziwny, bo nie polega na tym, że nie mam ochoty czy natchnienia do przerabiania kilometrów włóczek na coś konkretnego. Nie, druty są w ciągłym ruchu. Ale... No właśnie ale.
Zaczynałam w ostatnim czasie trzy projekty, które po osiągnięciu stanu mniej więcej 70% poszły do sprucia. Dwa pierwsze wróciły do kłębkowego stanu skupienia, dlatego, że przestała mi się podobać koncepcja. Myślę, że choć nie była to przyjemna, ani łatwa decyzja, to lepiej ją było podjąć na tym etapie, niż po skończeniu rzucić gotowy sweter w kąt i go nigdy nie założyć.
Ale ostatnie, trzecie prucie przyprawiło mnie o małe załamanie. Pretensje mogę mieć tylko do siebie.
Robię sweter dla siebie, lekko oversize'owy, drutami 3.0. Przy moim rozmiarze nie jest to mała robótka, oczka liczy się w setkach. Najpierw okrągły karczek od góry, następnie rozdzielenie oczek na rękawy, potem kawałek korpusu. Ilość włóczki ograniczona, więc przechodzę do rękawów 3/4, żeby potem móc w korpusie wykorzystać włóczkę do ostatniego centymetra. No więc, jeden rękaw już zrobiony, drugi prawie na ukończeniu i ..... wtedy dociera do mnie, że rękawy są różnej szerokości. Myślę - pewnie drugi robiłam zbyt ścisło, dla pewności liczę oczka. Nieeeeee! Na drugi rękaw zostawiłam o 10 oczek mniej niż na pierwszy. Jak mogło do tego dojść? Przecież liczyłam. Jednak okazało się, że źle policzyłam. Brrr... Moje roztargnienie, albo może nonszalancja, po raz kolejny przysporzyły mi nerwów i w konsekwencji więcej pracy. Przez chwilę myślałam, że uratuję jeden rękaw, ale nie dało rady. Sweter wrócił do etapu karczku. Sytuacja miała miejsce późnym wieczorem. Jednak spokojnie położyć mogłam się dopiero, gdy miałam na drutach z powrotem wszystkie oczka, już prawidłowo podzielone na przód, tył i rękawy. Tym razem trzy razy sprawdziłam. Mam nadzieję, że teraz pójdzie już bez zakłóceń, do szczęśliwego końca. Na tym małym poletku mojej działalności potrzebuję obecnie sukcesu, jak kania dżdżu.
Sukces przydałby się też w innych dziedzinach życia, ale może nie wszystko od razu, bo jeszcze by mi woda sodowa uderzyła do głowy😁
Dopóki praca nad obecnym projektem nie zakończy się tytułowym sukcesem, pochwalę się sweterkami, które wydziergałam już jakiś czas temu. Mogłabym je nazwać "Bliźniakami dwujajowymi", gdyby nie fakt, że powstały w odstępie jednego roku. Właściwszą wspólną nazwą byłaby - "Siostrzane", bo są bardzo do siebie podobne.
Właścicielką obu jest Młodsza Córka. Może to też tłumaczyć fakt, że nie mam zdjęć naczłowieczych. Kto podczytuje mojego bloga wie, że Młodsza nie pozuje mi do zdjęć. Starsza Córka czasami zastępuje siostrę, ale nie zawsze jest to możliwe.
Dlatego coraz częściej zaczynam myśleć, czy nie byłoby uzasadnione zainwestowanie w manekina. Byłabym wdzięczna, gdybyście w komentarzach wyraziły opinię na temat waszych manekinów, czy jesteście z nich zadowolone, na co ewentualnie mam zwrócić uwagę przy wyborze modelu.
Wracam do sweterków.
Pierwszy został wydziergany Różowy z bawełny Dropsa. Powstał w zeszłym roku według konkretnych wskazówek córki. Miał mieć z przodu nienachalny ażur, rękawy 3/4, powinien był być (czas zaprzeszły😀) lekko taliowany, a tył miał być dłuższy od przodu.
Różowy jest przykładem improwizacji na zadany temat, z której jestem zadowolona. Uwzględniłam w nim wszystkie sugestie córki i trzeba uwierzyć mi na słowo, że dobrze leży na ciele.
Drugi letni sweterek - Jasnoszary - wydziergałam na początku tegorocznego lockdown'u.
Zrobiony jest również z bawełny, tym razem z May Baumwollegarn. Formę swetra wzorowałam na sprawdzonym już w użytkowaniu Różowym. Najistotniejszą różnicą, oczywiście oprócz koloru, jest zastosowanie ażuru nie tylko z przodu, ale również na plecach.
Bawełna nie fotografuje się dobrze. Widać wszystkie zagniecenia, których nie udało mi się uniknąć w transporcie z domu na ogródek działkowy. Całe szczęście podczas noszenia te zagniecenia znikają - choć pojawiają się inne😀
Zadaję sobie pytanie, czy w najbliższym czasie uda mi się zrealizować projekt, który od momentu narzucenia oczek do chwili zamknięcia ostatniego, przebiegłby płynnie, bez przestojów, bez deprymującego prucia dużych fragmentów. Chociaż jeśli się lepiej zastanowić, to ten dreszczyk emocji, kiedy "gonimy króliczka", ma swoją wartość. Później z tym większym zadowoleniem patrzy się na gotowy efekt.
Tymczasem ucieszę się z innego małego sukcesu. Dzisiaj mój nadal młody blog osiągnął liczbę wyświetleń 10, 000 !!!!
DANE TECHNICZNE:
Różowy
włóczka: DROPS ♥ You #7 14 - jasny róż, 100% bawełna, 50 g = ok.170 m
zużycie: ok. 7 motków
druty: 3.0
Jasnoszary
włóczka: May Baumwollegarn - Shade 1155, 100% bawełna, 50 g = ok.170 m
zużycie: ok. 7 motków
druty: 3.0















































